Zaczynamy pisać...
Zainspirowana mamą Precla postanowiłam zacząć pisać. Długo się zastanawiałam, ale zauważyłam, że coraz wiecej mam zakłada blogi, aby podzielić się swoimi doświadczeniami z SMA I.
Tomcio sie urodził 3 lipca 2008 roku. Cała ciąża przebiegała bardzo nerwowo. Okazało się, że Tomek ma wade serca. Długo obserwowali serduszko, w końcu Pani doktor powiedziała, że synek urodzi się z niewielka dysproporcja serduszlka tj. prawa komora będzie troszeczkę większa niż lewa. Odetchneliśmy z ulgą... Później tylko było oczekiwanie na małego człowieczka, wszystko juz było przygotowane. Kiedy zgłosiłam się do szpitala na ul. Karowej w Warszawie okazało się, że nie ma dla mnie miejsca (miałam skierowanie na poród ze względu na wade serduszka i chodziłam do Pani kardiolog z tego szpitala a pochodzę z okolic Lublina) nie odesłali mnie tylko z tego powodu, że nie zdążyłabym dojechać gdyby poród się zaczał. Tak sobie tam przeleżałam 4 dni, prawie cały czas podłączona do ktg. Tętno dziecka co jakiś czas spadało, ale oni się nie przejmowali tym za bardzo. W końcu zaczęki podawać mi oksytocynę, i tak po 12 godzinach porodu urodził się nasz syn... później to juz się bardzo szybko potoczyło. Dostał tylko 4 punkty, w 5 minucie został zaintubowany. Szybko został przewieziony do Centrum Zdrowia Dziecka, bo okazało się ze OIOM na Karowej jest w remoncie. Tomek nie miał żadnych odruchów, po prostu leżał sobie delikatnie tylko poruszał paluszkami. W CZD robili mu bardzo dużo badań, aż w końcu pobrali mu krew do badań genetycznych w kierunku SMA. Dłygo czekaliśmy na wyniki, a te były jednoznaczne SMA I. Nie mogliśmy sie z tym pogodzić. Po otrzymaniu wyników na drugi dzień od razu zrobili mu tracheo, bardzo bałam się jak to wszytsko będzie teraz wyglądało. I tak w CZD postawili mu diagnozę i 22 sierpnia przewieźli Tomeczka do Dziecęcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Kiedy pierwszy raz weszliśmy na sale OIT byliśmy przerażeni. Pierwsze słowa które wypowiedziałam do męża to ZABIRAMY MAŁEGO DO DOMU! Poszliśmy do lekarza porozmawialiśmy i kilku tygodniach mieśmy malutki respirator. Teraz tylko czekaliśmy jak Tomek zaakceptuje respi. Wszystko było by ok gdyby Tomek nie miał swoich "gorszych" dni, wtedy tętno mu spada, nie dawno doszły problemy z trawieniem. Lekarze teraz nie dają nam dużych nadzieji, że będziemy moglo go zabarć. Wiem, że jego stan jest bardzo ciężki i choroba bardzo szybko postępuje ale chcemy mu dać miłości ile tylko mamy w sobie.
I tak teraz wygląda nasze życie... szkola, szpital, dom i tak w kółko...